Mam na imię Przemek. I tutaj zaczyna się problem. Ilekroć się komuś przedstawiam, zawsze następnym etapem rozmowy jest zdziwiona mina oraz słowa: „Psh… what?”. W ciągu ośmiu miesięcy w Stanach Zjednoczonych dorobiłem się kilkunastu imion, będących interesującą galerią zmagań Amerykanów z moim imieniem. Shemeck, Chemek, Shemik, Shemla, Pemek, Shemiq, Pshemla, Przemec – to tylko niektóre z angielskich amerykańskich wersji Przemka.

Nie mówiąc o Przemysławie – to już wykracza poza ich zdolności wymowy. No więc, mam na imię Przemek – a to jest historia mówiąca o tym, jak z Seminarium Krakowskiego znalazłem się w Chicagowskim.

 

 Spotkanie i decyzja

Wydarzyło się to w 2012 roku, jakoś w kwietniu. To był piątek, dzień przed Dobą eucharystyczną, gdy do Seminarium na ulicy Piłsudskiego 4 zawitał ksiądz Marek Kasperczuk, ksiądz będący przejazdem w Krakowie i mający się spotkać z klerykami Archidiecezji Krakowskiej. Tyle wiedziałem na początku. Później okazało się, że celem spotkania jest zachęcenie krakowskich kleryków do wyjazdu do Chicago celem dalszej formacji kapłańskiej. Ksiądz przedstawił jak wygląda Seminarium którego on jest rektorem – Seminarium Biskupa Abramowicza, jak i również powiedział o dalszych studiach teologicznych w Seminarium w Mundelein, będącym głównym seminarium dla kleryków z Chicago i, właściwie, z całego świata. Po tej prezentacji wielu z nas się rozmarzyło, niektórzy żartowali że już się pakują i jadą do „Czikago”. A w mojej głowie zaczął się mętlik – może to właśnie propozycja dla mnie? Mówiąc szczerze już w Krakowie byłem „na misjach” – rodzinnie bowiem pochodzę z Koła, miejscowości w Wielkopolsce. A może teraz przyszedł czas żeby wywędrować do Ameryki? Byłem na drugim roku seminarium, zaaklimatyzowałem się już tutaj i zbratałem się ze współbraćmi seminarzystami. Mam ich teraz zostawić i opuścić Kraków, Polskę, nawet Europę? Trochę dramatyzuję, ale nie ukrywam że takie mi myśli chodziły po głowie. W czasie Doby eucharystycznej nie było inaczej. Bombardowałem Pana Jezusa pytaniami – Czy to jest Twoja Wola, czy moja? Mam tam jechać, czy mam zostać? Wymęczony byłem po tej Dobie. Nie wiedziałem co zrobić. Po rozmowie telefonicznej z rodzicami poszedłem do kaplicy i oddałem całą tę sprawę Panu Jezusowi – Jeżeli Ty pragniesz abym tam pojechał, to tak się stanie. Jeżeli nie, to dasz mi wyraźnie do zrozumienia, żebym się wycofał. Ostatecznie jednak czułem, że podjąłem decyzję, aby jechać. Efekt jest taki że teraz piszę do Ciebie, czytelniku, będąc w strefie czasowej stanu Illinois i mając za oknem ulice miasta Chicago.

 Cały świat w Chicago

Po długich przygotowaniach do lotu, wraz z załatwianiem wizy, wyrabianiem nowego paszportu P1000570(stary się przedawnił) itd., 11 sierpnia 2012 pożegnałem polską ziemię i powitałem amerykańską. Z lotniska O’Hare w Chicago odebrał mnie ksiądz Marek w towarzystwie Jose Antonia z Republiki Dominikany i Andresa z Kolumbii. Wtedy też się dowiedziałem, że nasze Seminarium dzieli budynek z Casa Jesus, Seminarium które zrzesza kleryków z Ameryki Łacińskiej. Po przyjeździe na miejsce dowiedziałem się że są tutaj jeszcze klerycy z Meksyku i Ekwadoru. Prawdziwa mieszanka etniczna. Wspólnie z nimi jemy posiłki, modlimy się i jeździmy na UIC na zajęcia z angielskiego. UIC jest to skrót od University of Illinois at Chicago, uczelni do której jeździmy na lekcje angielskiego. Tutaj kolejne zderzenie kulturowe. Tym razem mam okazję spotkać studentów z Korei Południowej, Chin, Wenezueli, Peru, Arabii Saudyjskiej. Są to studenci z różnych kierunków, głównie fizjoterapia, medycyna i ekonomia. Jeżeli się ktoś pojawi z Ameryki Południowej albo z Europy, to najpewniej seminarzyści z Casa Jesus albo Bishop Abramowicz Seminary. Zajęcia mamy od 14 do 20 wieczorem, podzielone na reading, writing, listening i speaking. Sześć godzin to całkiem sporo, ale one szybko mijają na zajęciach i nawet się nie czuje upływu czasu.

 Modlitwa

P1000103Pewnie zastanawia Cię gdzie w tym seminarium jest czas na modlitwę. Otóż przedpołudnie w naszym Seminarium jest bardziej zorganizowane pod tym kątem. Msza święta jest o godzinie ósmej rano, poprzedzona modlitwą brewiarzową oraz medytacją. Następnie mamy czas na naukę, po czym o 11.45 przychodzi czas na modlitwy południowe oraz Anioł Pański. Później przychodzi czas na obiad, zabranie swoich rzeczy i wyjazd na uczelnie. Dwa razy do w ciągu roku mieliśmy rekolekcje – raz były one nam głoszone w seminarium, a raz pojechaliśmy na nie do Merryville, miasta położonego w stanie Indiana, gdzie znajduje się Sanktuarium Matki Boskiej Częstochowskiej, prowadzone przez ojców Salwatorianów. Czas tam wspominam bardzo miło, księża Salwatorianie zapewnili nam dobrą opiekę duchową.

 

 

 

 Mundelein

P1010054Piszę do Ciebie, czytelniku, w telegraficznym skrócie, i zdaje sobie sprawę, że wiele można by jeszcze napisać. Na koniec napiszę jeszcze o miejscu, które obecnie jest moim głównym celem – seminarium w Mundelein. Seminarium Biskupa Abramowicza bowiem jest bardziej programem przygotowującym polskich kleryków do realiów amerykańskich niż regularnym seminarium. Dopiero w Mundelein, o którym wspomniałem na początku, klerycy studiują teologię i mają regularną formację kapłańską. To miejsce położone jest w bardzo malowniczym miejscu, nad brzegiem jeziora w środku lasu. Mam nadzieję że zdjęcia choć trochę oddadzą czar tego miejsca. W Mundelein są klerycy z całego świata – z Europy, Ameryki Północnej i Południowej, ale także z Afryki i Azji. W takim towarzystwie człowiek namacalnie czuje, że Kościół rzeczywiście jest katolicki, czyli powszechny.

Zdaję sobie sprawę, że ten tekst będą także czytać osoby które myślą o wstąpieniu do seminarium. Osobiście z Krakowem wiążą mnie bardzo radosne wspomnienia i nie dlatego opuściłem to seminarium, że nie czułem się tam dobrze. Nigdy nie wiadomo jednak, jaki plan dla Ciebie przygotował Bóg. Gdybyś mnie rok temu powiedział, że będę w Chicago przygotowywał się do kapłaństwa, potraktowałbym to jak żart. Dziś to nie jest żart, ale rzeczywistość. Dlatego nie bój się być otwartym na to, co Bóg przez ludzi pragnie Tobie powiedzieć. Zaufaj Mu – a poprowadzi Cię ścieżkami, których nawet się nie domyślasz.

Przemysław Tomczyk