o. Mirosław Smyrak

Od siedemnastego roku żył w konkubinacie z kobietą, którą kochał, ale dysproporcje klasowe nie pozwalały mu na małżeństwo. Mama namawia go, aby oddalił kochankę, z którą miał syna i zawarł małżeństwo z kobietą z jego klasy, co pomogłoby mu w karierze. Mężczyzna decyduje się na ten krok. Jednakże jeszcze po piętnastu latach od tego dnia on sam tak wspomina tę sytuację:

„Kobietę, z którą dotychczas żyłem, oderwano od mego boku, gdyż była to przeszkoda na drodze do małżeństwa. Ponieważ moje serce mocno do niej przywarło, teraz wyszarpnęło w nim ranę, która broczyła krwią obfitą. Kobieta wróciła do Afryki, ślubując, że nigdy się nie odda żadnemu innemu mężczyźnie, a ze mną zostawiła syna naturalnego, jakiego mi urodziła”.

Osamotniony mężczyzna nie czekał na legalne małżeństwo, oddał się namiętności. Mimo tego rana wcale się nie goiła. Sam poraniony wyznaje: „Rana, jaką spowodowało oderwanie ode mnie mojej poprzedniej towarzyszki, wcale się nie goiła. Po okresie straszliwego bólu zaczęła ropieć i chociaż wtedy ból jakby stępiał, cierpiałem tym rozpaczliwiej”. Ta przejmująca historia miłości, rozstania i bólu została zapisana w autobiografii św. Augustyna. Czy to ten właśnie ból poprowadził go następnie już, jako chrześcijanina i biskupa do zanurzenia się w miłości Boga? Czy później rana jego serca całkowicie się wygoiła? Stawiamy te pytania w kontekście przeżywania celibatu. Czy jest on związany jest gotowością do noszenia w sobie takiej właśnie rany? Czy rana ta może stać się stygmatem? Pytania, rodzą się z życia naznaczonego pragnieniem, by kochać boską miłością, lecz wciąż przecież ludzkim sercem.

Oczywistym jest, że nie każdy celibatariusz, lub przygotowujący się do życia w celibacie, ma za sobą tak dramatyczne rozstanie z kobietą, którą kochał. Czy jednak ten stan życia zwalnia nas z obowiązku pamięci o historii naszego prarodzica Adama, z którego boku została uczyniona Ewa? Pozostawiając rozważanie wielkowymiarowości tego obrazu, zwróćmy uwagę tylko na jeden szczegół. Mimo iż bok mężczyzny wygoił się po cudownie przeprowadzonej operacji, Adam w pełni zostanie zaspokojony tylko wówczas, gdy „to”, co zostało zabrane wróci na swoje miejsce, tzn. gdy Ewa stanie się na nowo częścią jego serca. Każdy mężczyzna nosi w sobie tę tęsknotę, która rodzi ból, pragnienie bycia jednym z tą, która została stworzona jak towarzyszka życia. „Nie jest dobrze, żeby mężczyzna był sam” (Rdz 2,18), to fundamentalne stwierdzenie objawia powołanie do życia w komunii, którego Bóg nigdy nie anulował. Termin samotność w Biblii czasami używany jest, jako synonim śmierci (cfr. Ps 88, 9.19). Bycie samotnym oznacza bycie bliskim śmierci. Bóg stworzył Ewę nie tylko jako pomoc dla Adama, ale jako możliwość osobowej komunii, bez której mężczyzna bliski będzie śmierci i z pewnością nie osiągnie pełni życia. Adam, symbolizuje ludzkość, stworzenie Ewy jest wyrażeniem prawdy o tym, że człowiek osiąga pełnię człowieczeństwa tylko wówczas, gdy jest w relacji z innym.  Mądrość rabinistyczna mówi, że kobieta utworzona została nie z głowy, aby nie panowała nad mężczyzną, nie ze stopy, aby on się nad nią nie wywyższał, ale z boku, by byli sobie równi, z miejsca pod jego ramionami, aby ją chronił i miejsca blisko serca, aby ją kochał.

Czy jest tak skuteczne lekarstwo zdolne uśmierzyć owo pragnienie bliskości? Czy terapia jaką proponuje celibatariuszom sam Bóg polega na usunięciu wszelkiego bólu i całkowitym zaleczeniu rany? Nie zrozumiemy sensu rany, jaką niesie z sobą celibat, jeżeli zatrzymamy się tylko nad bokiem pierwszego Adama. Sens tej drogi objawia się tym, którzy kontemplują zraniony bok Nowego Adama. Co więc mówi celibatariuszom rana Ukrzyżowanego?

Odwołajmy się do mądrości przywołanego już św. Augustyna, który świadomy swojej rany tak pisał o tajemnicy, którą odkrył w śnie Tego, który sam pozwolił zranić się śmierci: „Adam śpi po to, żeby powstała Ewa, Chrystus umiera po to, żeby narodził się Kościół; Ewa jest utworzona z boku śpiącego, Chrystus zostaje przebity włócznią po śmierci, żeby wypłynęły sakramenty stanowiące podstawę Kościoła (…) Och, śmierci, przez którą wskrzeszeni zostają umarli! Czy istnieje coś czystszego od krwi z tej rany, albo coś bardziej odkupieńczego niż ta rana?”

Kościół – nowa Ewa, staje się darem i zadaniem dla wszystkich córek i synów Adama. Miłość do Kościoła, która zawsze oznacza odnajdywanie twarzy Boga w konkretnym człowieku, to cześć eklezjalnej terapii, która mocą Ducha Świętego staje się pokrzepieniem dla każdej ludzkiej samotności. Czy jednak zaślubienie z Kościołem, które w życiu biskupa zyskuje nawet specjalny symbol – pierścień, usuwa owe pragnienie bycia z kobietą, które nosimy w sobie, jako dziedzice rany Adama. Odpowiedź rozciąga się między naturą i łaską, ta ostatnia zaś nigdy nie niszczy natury. Odpowiedzi, więc trzeba nam szukać dalej…

Beda Czcigodny podkreśla, że bok Chrystusa został „otwarty” nie tylko „zraniony”. Otwarcie zaś zarysowuje drogę mistyki serca, która nie boi się cierpienia, choć nie jest w stanie do końca go opisać. To zranione serce staje się drogą, wrotami do Boga. Rana staje się sposobnością, poprzez którą spotykają się Bóg i człowiek. Głęboki sens celibatu rodzi się z rozumienia rany serca, jako drogi. Jeżeli nie zgodzimy się na otwarcie serca, nie będzie także takiej możliwości.

„Twa samotność jest błogosławieństwem, gospodą, gdzie każdy przechodzień będzie mógł znaleźć schronienie”. Tylko celibatariusz oswojony z raną samotności będzie w stanie, właśnie poprzez tęsamotność, przełamywać samotność innych, naśladując w tym Ewę, która została powołana do przełamania samotności Adama. Rana staje się błogosławieństwem, gdy jest otwarta, gdy nie zamyka się jej raz na zawsze, aby mieć święty spokój. Wychowanie do celibatu nie może polegać na ogrodzeniu serca, aby nikt nie miał do niego dostępu. Choć na wstępnym etapie serce kandydata do święceń dojrzewa w warunkachcieplarnianych, to następnie powinno być ono roztropnie wystawione na wichry tego świata. Tylko wówczas będzie to serce paschalne, które staje się bramą dla innych chcących podążyć tam, skąd przyszła Miłość. Czym jest charyzmat celibatu? Czasami myślimy, że idealnym pancerzem, który nie pozwoli sercu zadać rany. Czyż nie jest on raczej ożywiającym dopływem krwi, która, mimo iż wciąż wypływa, nie kończy się, bo jej źródło nie jest w człowieku?

Rana Adama, którą nosimy w sercu nie przestaje nas zaskakiwać. Ból, który dowodzi braku spotyka się jednocześnie z radością nowego życia, którego ojcem staje się celibatariusz. Śpiewaj z radości, niepłodna, która nie rodziłaś (…) Bo liczniejsi są synowie porzuconej niż synowie mającej męża (Iz 54, 1). Maryja Dziewica i Matka; ksiądz – celibatariusz i ojciec. Podobnie jak płodność Boga zawsze jest dziewicza, tak Maryja, Kościół i każda wierząca dusza jest powołana do takiej duchowej płodności. Nowy Adam nie poznał nigdy żadnej kobiety w taki sposób, jak Adam poznał Ewę (cfr. Rdz 4,1), Jego sposób poznawania człowieka był i jest na wskroś duchowy, dziewiczy, co nie oznacza niepłodny. Podobnie Maryja, która wyznaje: „nie znam męża” (Łk 1,34), pozostaje Dziewicą i zostaje Matką (Theotokos), Oblubienicą (Theonymphos) Boga. Ufamy, że każdy, w tym także celibatariusz, poprzez miłość może uczynić swoje życie tak płodnym, że stanie się tym, który rodzi Boga w sercu człowieka. Ksiądz może być ojcem, realizować niezwykłą płodność nie znając jednocześnie kobiety tak jak Adam poznał Ewę.

Otwarty bok Chrystusa na krzyżu stał się i wciąż jest miejscem rodzenia się i formowania Kościoła. To tajemnicze miejsce, gdzie w Duchu Świętym po Zmartwychwstaniu możemy odnajdywać wciąż na nowo życie. Miejsce, w którym Bóg jest obecny, ale także gdzie człowiek znajduje siebie. Bok Nowego Adama to nie tylko miejsce bólu, ale także, jak zaświadczają mistycy, małżeńskie łoże,gdzie grzeszna ludzkość staje się wierną oblubienicą oczyszczoną ze swej niewierności krwią Oblubieńca. Ten, który zaprosił nas do tego abyśmy dopełniali Jego męki, daje celibatariuszowi sposobności, aby także jego otwarte (zranione, cierpiące) serce oczyszczane było z niewierności przez świadomie przyjętą ofiarę. Zaślubieni Bogu i Kościołowi pamiętajmy, że Bóg nie poślubia nas tylko poprzez miłosierną miłość, ale także poprzez sprawiedliwość i prawo, a one przypominają nam o potrzebie nieustannego oczyszczania. Jakże pięknie w tym kontekście brzmi obietnica, że mimo naszej słabości zostaniemy poślubieni przez wierność (cfr. Oz 2,21-23). Stanie się tak wówczas, gdy będziemy chcieli pozostać wierni paschalnej ranie, którą w sobie nosimy. Rana ta jak stygmat: nie przestanie krwawić, ale, jak ufamy, to właśnie z niej rodzą się wspaniałe owoce dziewiczej miłości.

Czy Augustyn poradził sobie ostatecznie ze swoją raną? Nie wiemy, ale czy to, że zatrzymaliśmy się nad tajemnicą jego serca nie dowodzi tego, że zranione serca oddane Bogu wciąż stają się pomocne dla innych?