o. Kazimierz Duraj

…czy w seminarium nie powinno być soborowego „aggiornamento” w tej kwestii?

Gdybym miał odpowiedzieć jednym słowem, to odpowiedziałbym: TAK, TRZEBA. Widzę potrzebę, a nawet konieczność nowego podejścia do wolności. Nie ma w tym zresztą niczego nadzwyczajnego. Jeżeli weźmiemy pod uwagę zasadę, że wolność (i to w każdym sensie – od wolności osobistej po wolność narodową) jest nie tyle dana, ile zadana.

Rozczaruję być może pytającego, jeżeli pod tą odnową widzi jedynie wzrost swobody, zniesienie ograniczeń, choćby regulaminu. Już samo słowo brzmi nieprzyjemnie.

Kiedy odpowiadam TAK nie myślę jednostronnie o rozszerzaniu przestrzeni swobody. A jeżeli nawet i swobody ma być więcej, to bliźniaczym, lustrzanym procesem jest „aggiornamento” odpowiedzialności. Przykład dotyczy pisania prac magisterskich. Dla normalnego studenta nadzór przełożonych, może lepiej – monitoring prac, byłby zapewne zaskakującym przejawem infantylności. Nieraz przypomina przekonywanie dziecka do jedzenia:   „a teraz łyżeczkę za mamusię lub tatusia”. Kto studiuje (zakładamy, że jest wtedy już dorosły) wie doskonale jakie znaczenie ma praca i dyplom; co oznacza jego brak, jakie są tego konsekwencje na rynku pracy. Zatem wzrost wolności oznacza koniec tego przedziwnego nadzoru, przypominania, nękania czy jak to inaczej nazwać. Lecz oznacza jednocześnie konsekwentne przestrzeganie mapy drogowej w drodze do święceń. Ze świadomością odpowiedzialności. To po prostu promowanie dojrzałej wolności, która musi być odpowiedzialna za wybory i decyzje. Można by rzec: więcej wolności, więcej samodzielności, ale też i więcej odpowiedzialności.

Marzę o większej wolności w tak prostych czynnościach jak posiłki. Trochę w stylu papieża Franciszka, który gotował sam. Pełna swoboda ucząca jak samemu przygotować posiłek, ile to kosztuje, sił, czasu, pieniędzy. Jako prosty sposób doceniania, tak częstego potem na parafii, podsuwania pod nos posiłków i pokusy ciągłego niezadowolenia, niedoceniania tych, którzy nam służą. To może mało pociągająca wolność, ale pouczająca.

Jest też problem na ile chcemy przeżywać wolność w wierze. Nie wiem czy pytający to ma na myśli? Jak przeżywać wolność i jak pomóc młodemu człowiekowi, by życie stawało się właśnie wolnym, coraz bardziej wolnym dawaniem siebie. Jak pomóc uniknąć zdradliwych mielizn i płycizn egoizmu, szukania siebie, niszczącej samowoli. W tym „aggiornamento” jest tak współczesne i bolesne jednocześnie doświadczenie uzależnień, gdzie w imię wolności i swobody człowiek pogrąża się w unicestwiających zniewoleniach. Jak być wolnym tą wolnością, którą może dać tylko Chrystus? Przeżyć cud tego spotkania, w którym On pokonuje zamknięte drzwi naszych wieczerników? Czy taką wolność też mamy na myśli i czy jej pragniemy wołając „Więcej wolności”?

I może ostatnie spostrzeżenie, by uniknąć ducha naiwności. To dla młodych zamierzchła historia, kiedy nasza ojczyzna odzyskała wolność po dziesiątkach lat zniewolenia. Walki o wolność i tylu ofiar. Wtedy naiwne myślenie polegało na tym, że tawolność była rozumiana magicznie i bajecznie. Kiedy ją zdobędziemy, wszystko dalej będzie piękne i proste. Rzeczywistość okazała się całkowicie inna. Dyktaturę komunizmu zastąpiła dyktatura egoizmu, jedno zniewolenie zastąpiło drugie. Choć ta wolność na pewno była darem – i tak jest do dziś – jest też ciągle za mało zadaniem i odpowiedzialnością. Wielu, którzy wtedy walczyli dziś czują się oszukani, zawiedzeni.

Także przykład z soborowego „aggiornamento”. To otwarcie na świat, uwspółcześnienie Kościoła, przyniosło dramatyczne owoce. Rozkwit oczekiwany i zamierzony tak często stawał się rozpadem i destrukcją. Papież Benedykt XVI wspomina o soborze mediów i soborze wiary. Ten mediów – szumny i krzykliwy kierował się tylko ludzkimi perspektywami politycznymi, społecznymi. Kościół miał się stać sprawniej funkcjonującą organizacją, która promuje ludzką wolność i radość życia. Ten sobór mediów zbankrutował, dając miejsce dla soboru prawdziwego, wiary. Jak dziś wypowiedzieć, ewangelizować i wprowadzić człowieka w całe bogactwo dzieła zbawienia, w prawdziwą wolność. Odpowiedź zatem można zakończyć pytaniem. O jakie „aggiornamento” nam chodzi i o jaką wolność?