o. Grzegorz Gruszecki

Tekst powstał w oparciu o pytania, które najczęściej zadawane są ojcu Grzegorzowi, w związku z posługą ojca duchownego w Seminarium Duchownym w Krakowie.

Jak się zostaje ojcem duchownym?

Każdy diakon w chwili przyjęcia święceń kapłańskich zostaje ojcem duchownym. To wielkie przeżycie dla neoprezbitera, kiedy posługując w konfesjonale słysz słowa: „Ciebie ojcze duchowny proszę o pokutę i rozgrzeszenie”. Często dla tego penitenta mógłbym być wnukiem, a on nazywa mnie ojcem. Dlaczego ? Ponieważ ma świadomość, że przez posługę tego księdza, Bóg na nowo daje mu pełnie łaski. Ojciec to ten który daje życie, kapłan to ten który wskrzesza to życie, które zniszczył grzech. Tak oto nie mając żony, dzieci zostaję ojcem

Bycie ojcem to nie tylko istotna cząstka powołania kapłańskiego, lecz również konkretna funkcja jako zlecona księdzu, kiedy posłano go do seminarium.

To było na wiosnę 2008 roku, kiedy byłem wikariuszem w parafii św. Macieja w Andrychowie. Przeżywałem wtedy 16 rocznicę kapłaństwa. Kiedy biskup diecezji bielsko-żywieckiej Tadeusz Rakoczy zaprosił mnie do Kurii i przedstawił swoją konkretną propozycję to zdawałem sobie sprawę, że idą za nią niełatwe zadania, lecz głęboko w to wierzę: „gdzie jest posłuszeństwo tam błogosławieństwo”.

Jaka jest specyfika tych zadań?

Bycie ojcem duchownym to bycie przede wszystkim spowiednikiem, czyli tym, który będąc słabym człowiekiem mocą Chrystusa podnosi upadającego brata. Bycie ojcem duchownym to bycie powiernikiem, czyli tym, który wsłuchuje się w ludzkie wyznania, dylematy, zapytania, wątpliwości. Nie tylko, by je od razu rozwiązywać, ile pomóc je nieść temu, który nieraz jest nimi przytłoczony. Być ojcem duchownym, to być przewodnikiem, czyli tym, który przeszedł już tą drogę. Był klerykiem, diakonem, jest prezbiterem z wieloletnim doświadczeniem, i pragnie się dzielić nie tylko wiedzą teoretyczną, co praktyką codzienności kleryckiej i kapłańskiej. Wreszcie być ojcem duchownym, to być wstawiennikiem, czyli księdzem, który szczególnie gorąco modli się za swoich podopiecznych, ciągle pamięta o nich przed Bogiem.

Czy ojca posługa daje takie najzwyklejsze poczucie radości?

Być ojcem to być człowiekiem szczęśliwym. Jak każde szczęście, także i to kapłana posługującego w seminarium, wzrasta w cieniu krzyża. Wiemy przecież, że radość nie jest beztroskim błogostanem. Jednak serce rośnie, kiedy człowiek widzi dojrzewanie młodego człowieka do kapłaństwa. Wspaniałą przygodę jaką przeżywa wędrujący za Chrystusem, który go powołuje. Świadomość, że uczestniczę w narodzinach ojca jest największa radości