Do Światowych Dni Młodzieży coraz bliżej – Archidiecezja Krakowska dynamicznie przygotowuje się do przyjęcia pielgrzymów z całego świata. Święto młodych to okazja do wsłuchania się w głos Boga i odnalezienia swojego miejsca w Kościele. O powołaniu, kryzysie i stojących przed nami możliwościach z Księdzem Biskupem Damianem Muskusem rozmawia Marcin Filar

Bp Damian Muskus (ur. 1967) – w roku 1986 rozpoczął nowicjat w Zakonie Braci Mniejszych Prowincji Niepokalanego Poczęcia NMP. Pracował jako katecheta i duszpasterz grup młodzieżowych oraz przełożony seminarium oo. Bernardynów, a następnie kustosz sanktuarium w Kalwarii Zebrzydowskiej.  Od 2011 roku biskup pomocniczy Archidiecezji Krakowskiej, zajmuje się organizacją Światowych Dni Młodzieży w Krakowie.

Marcin Filar: Księże Biskupie, coraz częściej mówi się o kryzysie powołań w Polsce. Jakie są główne przyczyny tego zjawiska?

Bp Damian Muskus: Pytanie o powołania jest zawsze pytaniem o wiarę. Oczywiście, przyczyn kryzysu można upatrywać w kontekście kulturowym, w jakim żyje dzisiaj młody człowiek, w kondycji współczesnej rodziny czy szkoły, ale najpierw należy zadać pytanie o stan naszej wiary. Kryzys powołań albo – jak chcą duszpasterze powołaniowi – kryzys powołanych, którzy nie potrafią właściwie odczytać, do czego wzywa ich Bóg i zinterpretować najgłębszych pragnień serca, jest efektem tego, co dzieje się w parafiach, we wspólnotach, środowiskach duszpasterskich. Tam, gdzie wspólnoty parafialne tętnią życiem, gdzie ludzie żyją w przyjaźni z Jezusem i dają temu świadectwo w swojej codzienności, tam rodzą się i dojrzewają powołania do kapłaństwa i życia zakonnego. Trudno jednak oczekiwać, że będą one liczne w środowiskach duchowo skostniałych, zrutynizowanych, czasem niestety martwych. Trzeba więc zadać sobie pytanie o wiarę i zdiagnozować kondycję naszych rodzin i parafii, gdzie często religijność jest tradycyjna, a nie wypływająca z autentycznego spotkania człowieka i Boga. Pamiętajmy jednak, że kryzys nie oznacza klęski. Greckie pochodzenie tego słowa i jego pierwotne znaczenie podpowiada, by kryzys traktować jak okres przełomu, decydujący zwrot, walkę. Kryzys jest zakwestionowaniem dotychczasowych rozwiązań, każe poszukiwać nowych dróg, ma więc znaczenie oczyszczające i ożywiające. Jeśli więc, jako wspólnota Kościoła, będziemy mieli odwagę zmierzyć się z tym zasadniczym pytaniem o wiarę, zyskamy także szansę, by pokonać kryzys powołań. I nie chodzi o powierzchowne recepty, których niektórzy się chwytają, stosując marketingowe sztuczki, by przyciągnąć młodego człowieka. Chodzi o głębokie nawrócenie.

 

Co sprawia, że młodzi ludzie mają problem z odważnym podjęciem życiowych decyzji? Jak to wyglądało wtedy, gdy Ksiądz Biskup rozeznawał swoje powołanie?

Nie ma czasów lepszych czy gorszych na rozeznanie życiowego powołania. Każda epoka przynosi wyzwania, którym młody człowiek musi stawić czoła, jeśli chce przeżyć woje życie sensownie i pięknie. Dziś rzeczywiście młodzi odwlekają podejmowanie wyborów, które miałyby radykalny wpływ na ich przyszłość – czy chodzi o założenie rodziny, czy wstąpienie do seminarium. Przyczyny, jak już mówiliśmy, tkwią w trendach kulturowych, promujących szybki sukces, liczne, ale powierzchowne relacje, tymczasowość, życie „na próbę”. Próbuje się wmówić, że atrakcyjna jest zmienność, migotliwość, a nie stabilność, wytrwałość, wierność. Młodzi są kuszeni, by nie ograniczać swoich pragnień i próbować różnych smaków życia; ono ma być przyjemnością i zabawą. Ale to tylko część prawdy. Spotykam wielu młodych ludzi i wiem, że pragną czegoś więcej, potrzebują osadzenia swojego życia na stabilnych fundamentach, są pełni ideałów, którym pragną się poświęcić. Odnoszę jednak czasem wrażenie, że boją się zawieść samych siebie, że czują się pogubieni, i tak naprawdę bardzo niepewni swoich pragnień. Młodzi są niezwykle wrażliwi, może nawet bardziej niż jeszcze kilkanaście, kilkadziesiąt lat temu. Socjologowie mówią, że dziś młodzi są słabsi psychicznie, wielu wyrasta w rodzinach, które nie dają poczucia bezpieczeństwa i pewności, że warto postawić na miłość i być jej wiernym. Jestem jednak przekonany, że człowiek, który wytrwale szuka drogi swojego życia, znajdzie ją – bez względu na okoliczności, środowisko, bagaże trudnych doświadczeń i słabości. Mimo zmienności świata i czasów, pragnienia młodych pozostają niezmiennie takie same. Oni po prostu chcą dobrze przeżyć swoje życie i pytają o źródło jego sensu.

 

Czy i w jaki sposób Światowe Dni Młodzieży mają pomóc młodemu człowiekowi w odnalezieniu swojego miejsca w świecie?

Dla wielu młodych ludzi Światowe Dni Młodzieży mogą stać się życiowym przełomem. Podczas niedawnej wizyty z Krakowie Ks. kard. Stanisław Ryłko, który jako szef Papieskiej Rady ds. Świeckich odpowiada za organizację ŚDM, opowiadał o swoim spotkaniu z przedstawicielką rządu Australii. Kobieta ta wyznała, że Światowym Dniom Młodzieży zawdzięcza bardzo wiele – małżeństwo i rodzinę. Swojego męża poznała podczas ŚDM w Częstochowie w 1991 roku. Międzynarodowe spotkania młodych to także czas, kiedy rodzą lub potwierdzają się powołania do życia zakonnego czy kapłańskiego. Te wyjątkowe Dni obfitują w – czasem zaskakujące – decyzje dotyczące dalszego kierunku życiowej drogi młodego człowieka. Światowe Dni Młodzieży powstały właśnie po to: by pomóc młodemu człowiekowi w odnalezieniu swego miejsca w świecie. Wskazuje na to List Parati semper Ojca Świętego Jana Pawła II do młodych całego świata, który – choć ogłoszony ponad 30 lat temu – wciąż jest niezwykle aktualnym opisem dążeń młodego człowieka do tego, by jego życie było spełnione, piękne i szczęśliwe. Najważniejszym motywem papieskiego Listu jest traktowanie młodości jako projektu życia. Co to właściwie oznacza? Tu nie chodzi o pomysł, ideę, ale o wewnętrzny wysiłek poznania zadań, jakie przed człowiekiem stawia Bóg. Ojciec Święty mówi: „projekt życia” to życiowe powołanie, które zostaje człowiekowi zadane przez Boga. Młodość nie jest czasem beztroski, nieodpowiedzialnej zabawy, jaką lansują przedstawiciele kultury popularnej. To czas ciężkiej, ale fascynującej pracy i trudu wewnętrznego, związanego z rozpoznawaniem zadań, jakie przed człowiekiem stawia Bóg. Warto ten trud podejmować, gdyż jest on wspaniałą przygodą życia, odkrywaniem samego siebie. „W trudzie tym rozwija się i rośnie Wasze człowieczeństwo, Wasza młoda osobowość uzyskuje wewnętrzną dojrzałość. Zakorzeniacie się w tym, kim każda i każdy z Was jest, aby stawać się tym, kim ma się stać: dla siebie — dla ludzi — dla Boga”. List apostolski do młodych całego świata z 1985 roku legł u podstaw Światowych Dni Młodzieży i to przesłanie jest wciąż aktualne, bez względu na upływający czas i różnorodność krajów organizujących to wydarzenie. Dziś papież Franciszek nawołuje młodych do rabanu, ale już trzydzieści lat temu, trochę innymi słowami, do tego samego zachęcał Jan Paweł II: „Jeśli trzeba, bądźcie zdecydowani iść pod prąd obiegowych poglądów i rozpropagowanych haseł! Nie lękajcie się Miłości, która stawia człowiekowi wymagania!”.

 

W jaki sposób ŚDM docierają do tych, którym do Kościoła jest nie po drodze?

Przede wszystkim przez świadectwo uczestników Dni. Przygotowania do ŚDM uruchamiają w młodych wszystko, co w nich najlepsze: entuzjazm, dobre serce, zaangażowanie, radość, przejmującą autentyczność i poczucie odpowiedzialności. Pokazują radosną, piękną twarz Kościoła, która może być pociągająca dla tych, którzy stoją na uboczu. Widok rozmodlonej młodzieży, tworzącej wielką wspólnotę żywej wiary, dla wielu może stać się znakiem Bożej obecności, początkiem drogi do Kościoła. Sekret ewangelizacyjnej siły Światowych Dni Młodzieży tkwi przede wszystkim w świadectwie.

 

Jak poradzić sobie z ryzykiem, że ŚDM zostaną potraktowane przez młodzież jako kolejna z imprez masowych? Są mechanizmy, które łączą takie wydarzenia, niezależnie czy ich charakter jest religijny czy świecki.

Świadomy uczestnik ŚDM nie przyjeżdża jako imprezowicz, ale jako pielgrzym. Przygotowuje się do udziału w Dniach niemal od chwili, gdy papież ogłosił miejsce i termin kolejnego spotkania młodych. Służą temu coroczne Orędzia Ojca Świętego do młodych, ale także liczne inicjatywy duszpasterskie, programy pastoralne, spotkania modlitewne i formacyjne we wspólnotach młodzieżowych czy parafiach. Peregrynacja symboli ŚDM to z kolei prawdziwe rekolekcje dla młodych, którzy są gospodarzami Dni. Świadectwa, które docierają do Komitetu Organizacyjnego ŚDM, mówią nam, że młodzież bardzo poważnie przygotowuje się do tego spotkania w sensie duchowym, a nie tylko organizacyjnym. Oczywiście, program Światowych Dni Młodzieży zawiera również elementy, które są po prostu atrakcyjne. Odbywają się koncerty, prezentacje teatralne, widowiska. Wielość katechez, spotkań uwielbieniowych jest imponująca, podobnie jak rozmach i skala wydarzeń centralnych z udziałem Ojca Świętego. Pewnie nawet wśród młodzieży, która przyjedzie do Krakowa, znajdą się i tacy, którzy szukają rozrywki. Nie mam jednak wątpliwości, że Światowe Dni Młodzieży przez znakomitą większość traktowane są jak wielkie rekolekcje, prawdziwe święto wiary.

 

Jak przygotować się do ŚDM, aby mimo tłumu i emocji przeżyć je indywidualnie i duchowo?

Przede wszystkim nie mówmy o tłumie, tylko o wspólnocie. Tłum jest anonimowy, wspólnotę tworzą konkretni ludzie, którzy wnoszą w nią swoją historię, swoje pragnienia, bogactwo swego serca. Chciałbym, byśmy tego wspólnotowego charakteru Światowych Dni Młodzieży nie zagubili, bo on stanowi o istocie tego czasu. Młodzi gromadzą się, by wspólnie wyznawać wiarę w Jezusa, dzielić się doświadczeniem spotkania z Nim, płynącą z tego doświadczenia radością. Nie negujmy też wartości towarzyszących tym przeżyciom emocji. One nadają smak temu świętu, choć nie są jego sednem. Młody człowiek nie może zatrzymać się na poziomie emocji, ale warto, by wspomnienie o nich zachował. Co zrobić, by rzeczywiście emocje nie przesłoniły istoty przesłania ŚDM? Temu będą służyły katechezy, pielgrzymka miłosierdzia do Sanktuariów świętych Patronów tych Dni: Jana Pawła II i Siostry Faustyny, modlitwa i czuwanie z Ojcem Świętym, Sakrament Pojednania. To są ważne kroki, które mają doprowadzić młodych ludzi do prawdziwego, przemieniającego spotkania z Jezusem. Miejscem tego spotkania jest serce. Fenomenem Światowych Dni Młodzieży jest fakt, że choć to wydarzenie na ogromną skalę, przeżywane w wielotysięcznej wspólnocie ludzi, tak naprawdę dotyka ono najgłębszych pokładów ludzkiego serca. Pewnie trudno to pojąć komuś, komu takie doświadczenie nie było dane.

 

Jakie są dążenia – jakich owoców oczekujemy po Światowych Dniach Młodzieży w skali lokalnej (naszej archidiecezji)?

Światowe Dni Młodzieży są przede wszystkim darem dla Kościoła lokalnego, który jest ich gospodarzem. To wydarzenie, które ma ożywić i przemienić ten Kościół. Dziś robimy wszystko, co w naszej mocy, by tego daru nie zmarnować. Reszta – i wszystko – jest w rękach miłosiernego Boga. Mocno wierzę, że On dokona cudu przemiany naszych serc. Wierzę, że będziemy świadkami Jego zadziwiającego działania, a owoce ŚDM po wielekroć przerosną nasze oczekiwania.

Dziękuję za rozmowę!