Tymoteusz Szydło

Przeciętny człowiek ruch pro-life kojarzy z wielkimi manifestacjami, listami protestacyjnymi, modlitwami przed klinikami aborcyjnymi, wystawami, lobbowaniem w mediach i świecie polityki. Natomiast mało kto kojarzy tę tematykę z Ojcami Kościoła, a szkoda, bo przez to wachlarz argumentów działaczy pro-life wydaje się dość ubogi, ogranicza się najczęściej do podstawowych argumentów z antropologii teologicznej, bioetyki i medycy. Co więcej, milczenie w tym względzie stwarza wrażenie, że Kościół w poprzednich wiekach nie zajmował się tym zagadnieniem.

Wychodząc naprzeciw tym problemom, postaram się pokrótce przedstawić panoramę poglądów Ojców na temat obrony życia.

 

Starożytność a obrona życia

Refleksję na temat myśli Ojców trzeba rozpocząć od prezentacji kontekstu ich życia, zwłaszcza starożytnej wiedzy ginekologicznej, poglądów filozoficznych i interpretacji Pisma Świętego, na którym opierali się autorzy.

Ginekologia w optyce tekstów starożytnych wydaje się nauką nieźle rozwiniętą technicznie, choć ze słabą podbudową teoretyczną, która grzęzła w pojęciach arystotelizmu lub stoicyzmu. Wiemy, że lekarze mieli szeroki wachlarz narzędzi ginekologicznych, w tym służących do przeprowadzania aborcji. Przykładowo, Tertulian pisał: Toteż wśród narzędzi lekarskich znajduje się nie tylko instrument do otwierania siłą, przy pomocy ruchu obrotowego, części rodnych, nie tylko okrągły nóż do ostrożnego poodcinania ich we wnętrzu członków, nie tylko tępy hak do dokonania gwałtownego porodu i wyciągnięcia niebezpiecznego płodu, lecz także lancet z brązu do zabicia płodu, do popełnienia na ślepo morderstwa rabunkowego; zwie się ów lancet embriosfastes, jako że nim zabija się żywe dziecię. Jednocześnie starożytni znali wiele środków chemicznych powodujących aborcję, przy czym wydaje się, że były one niebezpieczne dla życia kobiet, świadczy o tym choćby passus z przysięgi Hipokratesa: Nigdy nikomu, także na żądanie, nie podam zabójczego środka ani też nawet nie udzielę w tym względzie rady; podobnie nie dam żadnej kobiecie dopochwowego środka poronnego. Czyste i prawe zachowam życie swoje i sztukę swoją. Trudno traktować ten tekst jako bezpośrednie potępienie aborcji przez Hipokratesa, biorąc pod uwagę, że w tekstach Ojców jest on przedstawiany jako dopuszczający aborcję w wypadku zagrożenia życia kobiety. Prawdopodobnie starożytny lekarz podkreślał tutaj niebezpieczeństwo, jakie dla ciężarnej niosą tego typu środki. Z tekstów ojców, zwłaszcza Cezarego z Arles wynika, że część ludów barbarzyńskich (w tym wypadku Galów), do zagadnienia ciąży i aborcji podchodziła w sposób magiczny. Jak czytamy w jednym z jego kazań: Oby rzeczywiście szukały przynajmniej zdrowia u prostej sztuki lekarskiej. Ale one mówią sobie: poradzimy się tego wróżbiarza czy czarownika, czy tamtego zaklinacza. Poświęćmy ubranie chorego, sznurek, na który będzie patrzył, albo którym się opasze, ofiarujmy jakieś amulety, zawieśmy mu na szyi jakieś spisane zaklęcia. Jedno przekonanie diabelskie jest w tym wszystkim: albo przez poronienie okrutne zabijać dzieci, albo przez amulety jeszcze okrutniej je leczyć. Część Galów zarówno leczenie noworodków, jak i usuwanie ciąży powierzało magii, możemy podejrzewać, że czarownicy pogańscy, (Cezary prawdopodobnie określał tym terminem kapłanów pogańskich), specjalizowali się w tego typu zabiegach. Niemniej wyrażenie prostej sztuki lekarskiej sugeruje, że ludy te znały również przynajmniej podstawy ginekologii –prawdopodobnie przejętej od Rzymian. Inaczej sprawa ma się z ludami wschodu Imperium, które krytykowały aborcję, widać to choćby w literaturze egipskiej i zaraostriańskiej.

 

Duży wpływ na podejście do ciąży, a zwłaszcza aborcji, miały w starożytności szkoły filozoficzne.  Nie ma wątpliwości, że zwolennikiem aborcji był Platon, który dopuszczał ją nawet w zaawansowanej ciąży. Teodoret z Cyru, komentując Państwo, w dziele o wymownym tytule Leczenie chorób hellenizmu, pisał: Powiada tam Platon tak: «A kiedy kobiety i mężczyźni wyjdą jus z lat rozpłodu, wówczas pozwolimy im obcować, z kim zechcą, zalecając tylko, aby baczyli, aby żaden owoc takiego stosunku nie ujrzał światła dziennego; gdyby jednak kto przekroczył prawo, to należy porzucić dziecko tak, żeby nie było pożywienia dla niego»92. Jakiż Echetos i Falaris ustanowił prawo tego rodzaju? Kto ośmielił się kiedykolwiek na popełnienie takiej zbrodni w majestacie prawa? Nakazując, żeby płód nie ujrzał światła dziennego, Platon polecił przecież zabijać zarodki za pomocą trucizny powodującej poronienie; natomiast dzieci, które przeżyły mimo trucizny i urodziły się, kazał porzucać, tak aby nie miały żadnej opieki i żeby zginęły z głodu lub zimna, albo by stały się pastwą dzikich zwierząt. Czy istnieje jeszcze większe okrucieństwo? Jak widać Platon nie uznawał nienarodzonych za istoty ludzkie, lub przynajmniej cenił ich życie niżej od specyficznie rozumianego dobra państwa. Wydaje się, że może to mieć związek z jego teorią preegzystencji duszy, która zostaje strącona  w ciało dopiero w czasie narodzin. Inny pogląd prezentował Arystoteles. Miał on dużo większą znajomość zagadnień medycznych od swojego nauczyciela. Filozof zasadniczo stawał na stanowisku obrony życia, jednak popełniał błąd na poziomie przyrodoznawstwa, ze względu na niedostateczny rozwój medycyny teoretycznej w tamtym okresie. Arystoteles twierdził, że animacja, czyli uzyskanie przez człowieka duszy – w jego filozofii formy człowieczeństwa, następuje dopiero w czterdziestym dniu ciąży w wypadku chłopców i dziewięćdziesiątym w wypadku dziewczynek. Co za tym idzie, płód do tego okresu jest jedynie nieożywioną materią, którą można w razie potrzeby usunąć. Pogląd o płodach ukształtowanych i nieukształtowanych bardzo się rozprzestrzenił, również w literaturze chrześcijańskiej. Trzeba jednak Arystotelesowi oddać, że jego pogląd o traktowaniu ukształtowanego płodu jako człowieka był wielkim krokiem naprzód i do dzisiaj stanowi jeden z filarów obrony życia poczętego. Ostatnim ważnym poglądem filozoficznym, z którym stykali się Ojcowie było materialistyczne podejście stoików. Twierdzili oni, że płód aż do narodzin jest częścią ciała matki, nie posiada więc żadnych praw, ani podmiotowości. Ich poglądami podbudowywano absurdalne hipotezy o animacji w momencie zetknięcia się dziecka z zimnym powietrzem.

 

Co do starożytnego prawa antyaborcyjnego, to nie znajdujemy go w prawodawstwie greckim. W niektórych polis funkcjonowały prawa wręcz przeciwnie – na przykład w Sparcie słabe noworodki szlachciców należało porzucać w górach. Przyznać jednak trzeba, że prosty lud grecki miał negatywny stosunek do aborcji, o czym świadczą napisy na greckich świątyniach. Natomiast Rzymianie już takiego wyczucia nie mieli – aborcja wydaje się tam powszechna, zwłaszcza, że prawo rzymskie było w dużej mierze oparte na filozofii stoickiej. Zapisy w kronikach nie pozostawiają wątpliwości – wypadki aborcji zdarzały się nawet na dworze cesarskim. Dopiero od III w., kiedy cesarstwo stanęło wobec kryzysu populacyjnego aborcja została uznana za crimen, choć prawo to nie było respektowane. O prawach barbarzyńskich w tym względzie w ogóle nie można mówić – nie mamy wystarczającej bazy źródłowej, co więcej wątpliwe jest, że istniały szersze niż lokalne kodyfikacje prawa, pozostaje nam tylko opierać na pogańskich religiach, które aborcję dopuszczały.

 

Ostatnim ważnym faktorem w podejściu Ojców do obrony życia jest wczesna biblistyka. Najbardziej popularnym przekładem Starego Testamentu była w starożytności, aż do czasów św. Hieronima, Septuaginta. Wielu pisarzy uznawało ją wprost za tekst natchniony, czemu sprzyjała legenda o siedemdziesięciu starcach. Nie miałoby to większego wpływu na omawiany przez nas temat, gdyby nie wpływy arystotelizmu, które przejawiają się w Septuagincie. Za jej przyczyną pogląd o płodach nieuformowanych przeniknął do wczesnej myśli chrześcijańskiej. Problemem jest tekst Wj 21, 22n. W wersji hebrajskiej brzmi: Gdyby mężczyźni bijąc się uderzyli kobietę brzemienną powodując poronienie, ale bez jakiejkolwiek szkody, to  winny zostanie ukarany grzywną, jaką na nich nałoży mąż tej kobiety, i wypłaci ją za pośrednictwem sędziów polubownych,  jeżeli zaś ona poniesie jakąś szkodę, wówczas on odda życie za życie. Natomiast Septuaginta podaje: Jeśli bije się dwóch mężczyzn i uderzą kobietę ciężarną i ona poroni dziecko nieuformowane, zapłaci karę, jaką postanowi mąż kobiety, da wedle osądu. Jeżeli jednak był uformowany, da życie za życie. Widać, że redaktor Septuaginty wprowadził do oryginalnego tekstu kategorie Arystotelesa. Z jednej strony zaostrza to w pewien sposób tekst biblijny, z drugiej strony jednak tak dokładne rozróżnienie  pozwala na użycie tego tekstu jako argumentu za aborcją. Co więcej, tekst zawiera sprzeczność, ponieważ wyraźnie oznaczone w tekście dziecko (w tekście greckim to paidion­­) nie może być, według zasad języka greckiego, nieuformowane. Tekst hebrajski nie może być interpretowany w kontekście aborcji. Mówi on o poronieniu na skutek wypadku, a fakt płacenia grzywny zamiast kary śmierci za jego spowodowanie, jest raczej oparty na większej przypadkowości i łatwości tego aktu względem  zranienia dorosłej kobiety.

 

Potępienie aborcji przez Ojców

Przechodząc do poglądów Ojców zacznijmy od kwestii najbardziej podstawowej, czyli samej możliwości aborcji. Nie ma wątpliwości, że chrześcijanie w pierwszych wiekach stali na straży życia poczętego. Już pierwsze wspólnoty, miały taki pogląd, co stało w sprzeczności z najpopularniejszymi poglądami pierwszych wieków. I tak Didache podaje: Nie zabijaj dzieci przez poronienie ani nie przyprawiaj ich o śmierć po narodzeniu, na innym miejscu mówi o dziecku w łonie jako o stworzeniu bożym. Bardzo obrazowe są teksty apokryfów, które mówią o karach piekielnych dla kobiet, które poddały się aborcji. Na przykład Apokalipsa św. Piotra (II w.) posiada następujący passus: Obok tego miejsca ujrzałem inne ciasne miejsce, do którego spływały odchody i smród ukaranych i tworzyły tam jakby jezioro. Siedziały w nim kobiety zanurzone w odchodach aż po szyję, a naprzeciw nich dzieci poronione siedziały i płakały, a z ich oczu wychodziły płomienie i uderzały w oczy kobiet: to były kobiety, które zrodziły dzieci bez ślubu i dokonały poronienia. Apokryfy w pewien sposób prezentują wiarę pierwszych chrześcijan, zwłaszcza tych prostych, pozbawionych wyrobienia teologicznego. Jeżeli więc znajdujemy w tych tekstach tak mocne stwierdzenia, to nie ma wątpliwości, że potępienie aborcji było wśród pierwszych wyznawców Chrystusa szeroko rozprzestrzenione. Ciekawy jest fakt, że odrzucanie aborcji wśród chrześcijan było na tyle znane, że mogło stanowić argument apologetyczny, tak formułował go Atenagoras: Któż może zarzucić popełnienie zbrodni lub oskarżyć o kanibalizm ludzi, o których wiadomo, że nie mogą patrzyć na zabijanie człowieka nawet sprawiedliwie na śmierć skazanego? Któż nie patrzy chętnie na zawody gladiatorskie albo na walki dzikich zwierząt, zwłaszcza na te, które wy organizujecie? My jednak uważamy, że przyglądanie się zabijaniu niewiele odbiega od samego zabijania – trzymamy się więc z daleka od takich widowisk. Jakże więc możemy zabić kogokolwiek, jeśli nawet nie patrzymy na zabijanie z obawy, by nie zetknąć się ze zbrodnią i zmazą? Czyż moglibyśmy zabić człowieka my, którzy twierdzimy, że kobiety zażywające środki powodujące poronienie dopuszczają się zbrodni (androphonein), i że zdadzą przed Bogiem sprawę z poronienia? Nie ma przecież sensu w tym, żeby równocześnie wierzyć, iż płód w łonie matki jest istotą żywą i że dlatego Bóg się o niego troszczy, i zabijać dziecko, które już przyszło na świat; nie ma sensu w tym, żeby nie porzucać nowo narodzonego dziecka – bo ci, co porzucają dzieci są dzieciobójcami – a zabijać dzieci już odchowane. My we wszystkich sprawach jesteśmy równie konsekwentni: jesteśmy sługami a nie panami rozumu. Jak widać zarówno w tekstach prawno-teologicznych, ludowych i apologetycznych pojawia się potępienie aborcji. Bez większych wyjątków ten stan utrzymał się do zakończenia okresu patrystycznego.

 

W tekstach teologicznych pojawiło się kilka ciekawych argumentów, które dzisiaj wydają się nieco odsunięte w cień, lub w ogóle nie znane. Na przykład św. Hipolit mówił o mnożeniu się grzechów z powodu aborcji: Stąd zaczęły pobożne niewiasty używać środków przeciw poczęciu i sznurować się, aby zniszczyć to, co zostało już poczęte, aby nie mieć dziecka zrodzonego z niewolnika albo z człowieka zwyczajnego, ze względu na swój znakomity ród lub wielki majątek. Patrzcie więc, jaką bezbożność osiągnął ten niegodziwiec, cudzołóstwo i morderstwo w jednym pokazując. Aborcja była do nie tylko kwestią morderstwa, ale i próbą ukrycia cudzołóstwa. Grzech nieczystości często pojawia się u ojców w kontekście spędzania płodu, jednak należy zaznaczyć, że zawsze są one od siebie rozdzielane. Natomiast Klemens Aleksandryjski argumentował przeciw aborcji jako zabijającej ludzkie uczucia. Według niego jest to czyn tak niegodziwy, że odczłowiecza tego, kto go wykonuje i się mu poddaje. Euzebiusz z Cezarei podawał za Józefem Flawiuszem nowatorski argument o niszczeniu narodu (zmniejszaniu jego liczebności) przez dokonywanie aborcji. Innym argumentem przeciw zabijaniu poczętych podawał Metody z Olimpu, który mówił o opiekuńczych aniołach dzieci. Natomiast Meliton z Sardes obrazowo porównywał dzieciobójczynie do grobowców, zaznaczał przy tym sprzeczność z prawem naturalnym, w którym kobieta zamiast kolebką życia jest zabójczynią: Wszyscy na ziemi stali się mordercami ludzi, bratobójcami, ojcobójcami, dzieciobójcami. A wynaleziono jeszcze coś straszniejszego i bardziej niesłychanego: Matka godziła w ciało, które sama na świat wydała, godziła w tych, których wykarmiła własną piersią, i owoc swoich wnętrzności w swych wnętrznościach grzebała! Nieszczęśliwa matka stawała się straszliwym grobowcem pożerając dzieci, które w łonie nosiła. Także pisarze późniejszego okresu powtarzają ten argument, dodając do niego potępienie aborcji jako środka do zachowania atrakcyjności seksualnej. Przykładem może być homilia św. Jana Chryzostoma: Dlaczego siejesz tam, gdzie rola stara się zepsuć plon? Gdzie wzrasta wiele ziół przeciw płodności, gdzie zabija się przed urodzeniem? Ty przecież nie tylko pozwalasz, by nierządnica pozostała nierządnicą, lecz także czynisz ją morderczynią… Czy zauważyłeś, że pijaństwo rodzi się z porubstwa, z porubstwa cudzołóstwo, z cudzołóstwa morderstwo, a raczej coś gorszego; nie wiem nawet, jak to nazwać. Wszak nie zabija, lecz nawet urodzić mu się nie pozwala. Dlaczego obrażasz dar Boży; walczysz z Jego prawami; o to, co jest przekleństwem, zabiegasz jak o błogosławieństwo; źródło płodności czynisz kolebką śmierci, a niewiastę przeznaczoną do płodzenia potomstwa, przygotowujesz do morderstwa? Aby ciągle być przedmiotem użycia dla kochanków, pożądaną przez nich i coraz więcej zgarniającą pieniądze, nie wzbrania się nawet na taki postępek, przygotowując żar ognia na swoją głowę, bo choć zbrodnia jest jej czynem, ty jesteś tego przyczyną. Chryzostom poruszał tutaj również kwestię współodpowiedzialności za aborcję w wypadku osób, które ją wykonują i do niej zachęcają . Mają ich spotkać te same kary co same kobiety. Nie był to nowy pogląd – pojawiał się on także w tekstach apokryficznych i prawnych.

 

Dopuszczalność aborcji u niektórych Ojców

Osobną kwestią, która jest często podnoszona w kontekście dyskusji o poglądach Ojców w kwestii aborcji, jest dopuszczanie przez nich spędzenia płodu w wypadku zagrożenia życia matki. Rzeczywiście, u niektórych pojawiał się ten motyw. Możemy podzielić ich na dwie grupy: dopuszczających aborcję w zaawansowanej ciąży i dopuszczających ją we wczesnym stadium. Zaznaczyć przy tym trzeba, że u wszystkich taka możliwość związana jest ze szczególnymi okolicznościami, co więcej, zawsze nazywają ten czyn zabójstwem, choć w pewnym stopniu usprawiedliwionym. Na przykład Tertulian pisał w tej sprawie: Powiem więcej: niekiedy nawet sami zabijamy dziecko w łonie matki, rzecz niewątpliwie okrutna, ale konieczna, gdy poprzeczne położenie płodu uniemożliwia poród; jeśliby wówczas nie pozbawiono dziecko życia, stałoby się ono zabójcą swojej rodzicielki. Tertulian używał w tej kwestii argumentu obrony koniecznej życia matki – zabójstwa niedoszłego zabójcy. Z punktu widzenia współczesnej moralistyki jest to pogląd błędny, ale nie możemy zapominać o kontekście starożytności – nierozwinięciu teologii i wiedzy medycznej. Od Tertuliana pogląd ten przeszedł na niektórych późniejszych Ojców. Pisarze, którzy zgadzali się na aborcję we wczesnym stadium jak np. św. Augustyn, św. Hieronim, Teodoret z Cyru idą za myślą Arystotelesa, która została im przekazana za pośrednictwem Septuaginty. Biskup Hippony pisał na przykład: Gdyby mężczyźni kłócili się, i w bójce uderzyli kobietę brzemienną, a ta poroniłaby dziecko nieukształtowane, uiści grzywnę w zależności od tego, jak wskaże mąż poszkodowany, i zaspokoją żądania (Wj 21,22-25). Mnie się wydaje że zostało to sformułowane raczej ze względu na jakieś znaczenie, niż żeby się Pismo tego rodzaju zdarzeniem zajmowało. Gdyby bowiem na tę sprawę zwracało uwagę, żeby kobieta brzemienna uderzona nie poroniła, to oczywiście nie mówiono by o dwóch mężczyznach skłóconych, skoro mogło się to stać przez jednego, który pokłócił się z tamtą kobietą, albo nawet się nie pokłócił, lecz chcąc zaszkodzić czyjemuś potomstwu dopuścił do tego. A to, że nie podciągnął nieukształtowanego płodu pod zabójstwo, to oczywiście ponieważ nie uważa za człowieka czegoś takiego noszonego w łonie. W tym miejscu zwykło się podnosić zagadnienie duszy, czy coś takiego, co nie zostało ukształtowane, może być uważane za coś ożywionego, i dlatego nie jest to zabójstwo, gdyż nie podobna tego uznać za coś, czemu odebrano duszę, skoro jeszcze duszy nie posiadało. W dalszym ciągu powiada: Jeśli natomiast było ukształtowane, odda życie. W tych słowach cóż innego się rozumie, jeśli nie to, że «i on umrze?», tak bowiem i w innych miejscach mówiąc na ten temat już nakazał… Więc ów nieukształtowany płód jednak już był, lecz jeszcze w pewien sposób bezkształtnie ożywiony, albowiem wielkie zagadnienie odnośnie duszy nie powinno być rozstrzygane kierując się  pochodzącym z trzymania się zdanie nierozważnego, dlatego prawo nie osądziło tego jako zabójstwa, ponieważ jeszcze nie można powiedzieć, że jest to istota ożywiona przez duszę znajdującym się w ciele pozbawionym czucia; o ile jest ona taką w ciele nieukształtowanym, a zatem jeszcze nie posiadającym zmysłów. Płody nieukształtowane w optyce Augustyna są jeszcze nie ożywione przez duszę, nie są więc ludźmi i ewentualne poronienie nie niesie ze sobą kary jak za zabójstwo. Biskup Hippony nie popiera więc aborcji, którą zawsze uznawał za zabójstwo, ale zgadza się na usuwanie płodów, o których błędnie sądził, że nie są ludźmi.

Trzeba powiedzieć, że  nauczanie Ojców, choć dopuszczało w pewnych momentach do aborcji, to nie pozwalało traktować jej jako rzeczy dobrej lub moralnie obojętnej. Argumentacja proaborcyjna przy użyciu wczesnego chrześcijaństwa jest nietrafione – ignoruje całość wywodu i kontekst życia Ojców.

 

Początek życia człowieka

Który moment w chrześcijańskiej literaturze pierwszych wieków uchodził za początek życia człowieka? Wielu Ojców uznawało, że jest nim poczęcie, pomijając zupełnie argumentację Arystotelesa. Ten pogląd pojawił się już bardzo wcześnie, bo u św. Klemensa Aleksandryjskiego, który pisał: Pewien starzec twierdził, że embrion jest istotą żywą (zon) w łonie. Dusza zaś wchodzi do macicy, gdy ona, w następstwie oczyszczenia miesięcznego, jest gotową do poczęcia. Wtedy zostaje wprowadzona przez pewnego anioła, któremu powierzono narodzenie i który zna chwilę poczęcia. On doprowadza kobietę do współżycia i po wprowadzeniu nasienia, upodabnia do siebie w pewien sposób obecnego w nasieniu ducha i tak współpracuje przy formowaniu. Powiedział zaś, że to jest przykład dla wszystkich. Według Klemensa dusza czeka w łonie matki na moment poczęcia, więc każdy embrion, nawet na najwcześniejszym stadium rozwoju jest już człowiekiem. Tak samo twierdził łaciński apologeta Laktancjusz. Pisał: Dusza nie jest powietrzem przyjętym ustami, bo rodzi się o wiele wcześniej niż można by wziąć w usta powietrza. Nie wchodzi ona bynajmniej po narodzeniu do ciała, jak mogło się wydawać niektórym filozofom, lecz natychmiast po poczęciu żyje już we wnętrznościach rodzicielki, skoro tylko Boża Opatrzność utworzyła płód w łonie i powiększa się wzrastając a częstymi uderzeniami stara się wyjść na zewnątrz. Trzeba jednak, by miało miejsce poronienie, jeśli to, co ożywione umrze we wnętrzu. Trudno powiedzieć czy wyrażenie trzeba jednak, by miało miejsce poronienie, jeśli to, co ożywione umrze we wnętrzu oznacza jedynie naturalne poronienie, czy może też medyczne spowodowanie spędzenia płodu, jednak nawet jeżeli tak, to może ono być wykonane jedynie na martwym już dziecku.

 

Eschatologiczne perspektywy dzieci abortowanych i poronionych

Ostatnim aspektem, który warto poruszyć w kontekście wczesnej teologii chrześcijańskiej, jest eschatologiczny los dzieci abortowanych i poronionych. Są tutaj dwa ważne węzły – wczesne apokryfy i nauczanie Św. Augustyna. Apokryfy mówią tutaj o specjalnym miejscu  gdzie poronionymi płodami opiekuje się przeznaczony dla nich anioł. Przykładem jest Apokalipsa św. Piotra: Znowu Piotr mówi w Apokalipsie: «Dzieci poronione są jednak przeznaczone dla lepszego losu: są oddawane aniołowi opiekuńczemu [Temeluchos], aby stać się uczestnikami wiedzy, osiągną lepszy los, znosząc to, co zniosłyby w ciele». Chrześcijanie nie wypowiadali się o kwestii zbawienia poronionych dzieci – nie przyjęły chrztu, dlatego sytuacja nie jest oczywista – ale nie skazywali ich na piekło. Tekst Apokalipsy św. Piotra może wręcz sugerować rodzaj czyśćca, (choć byłoby to wyrażenie bardzo wczesne z punktu widzenia historii teologii chrześcijańskiej), który doprowadzi poronionych do wiedzy, co może oznaczać poznanie Boga. Wydaje się, że był to pogląd szeroko przyjęty ponieważ pojawia się również w poważnych pracach teologicznych Ojców, na przykład jako limbus św. Augustyna. Analiza biskupa Hippony na temat możliwości zmartwychwstania poronionych płodów jest dość znana, choć teologicznie błędna, ze względu na przyjęcie jako przesłanki tekstu Wj 21, 22n w wersji LXX. Jak pisał: Czy zmartwychwstaną poronione płody, które żyły już w łonie matki i tam zmarły? Nie śmiem dać na to pytanie ani twierdzącej ani przeczącej odpowiedzi, choć nie widzę, z jakiej przyczyny nie miałyby uczestniczyć w zmartwychwstaniu, jeśli nie wyłącza się ich z liczby umarłych. Bo albo nie wszyscy umarli zmartwychwstaną i niektóre dusze ludzkie pozostaną na zawsze bez ciał, chociażby przedtem ciała ludzkie miały, przynajmniej w matczynym łonie; albo, jeśli wszystkie dusze ludzkie otrzymają przy zmartwychwstaniu swoje dawne ciała, gdziekolwiek by je w czasie życia miały lub gdziekolwiek by je umierając zostawiły, to nie widzę żadnej przyczyny, dla której miałbym twierdzić, że w zmartwychwstaniu nie będą uczestniczyli jacyś zmarli, choćby śmierć spotkała ich w łonie matki. Jak widać, Augustyn choć przyznaje, że poronione płody najpewniej zmartwychwstaną, to jednak trudno powiedzieć czy otrzymają ciała. Co więcej, przesuwając moment animacji, Ojciec odrzucał zmartwychwstanie nieuformowanych płodów. Dla Augustyna sprawa wydaje się mocno niepewna, a skażenie jego poglądów przez myśl Arystotelesa raczej uniemożliwia powoływanie się na jego autorytet w tej kwestii.

 

Teksty prawne i penitencjały

Ostatnią sprawą, jaką chcemy poruszyć, są rozwiązania prawne stosowane przez Kościół w sprawach związanych z kwestiami obrony życia. Najwcześniejsze kanony były w tej kwestii bardzo surowe, nie tylko wykluczały kobietę, która poddała się aborcji, ze wspólnoty, ale nakazywały jej całe życie pokuty i odmawiały jej Komunii nawet na łożu śmierci. Jak ustalono na synodzie w Elwirze (300): O zamężnych, które zabiły dzieci poczęte w cudzołóstwie. Uchwala się, aby nawet przy śmierci nie udzielić komunii kobiecie, która pod nieobecność swego męża, w wyniku cudzołóstwa poczęła, a następnie zabiła dziecko; popełniła bowiem podwójną zbrodnię. Podobnie traktowano katechumenki znajdujące się w takiej sytuacji, mogły one zostać ochrzczone dopiero w zagrożeniu życia. Stopniowo łagodzono to wczesne orzecznictwo i już na synodzie a Ancyrze (314) nakazywano dziesięcioletni okres pokuty. Kanony Bazylego mówią o takiej samej karze za aborcję, jak za zabójstwo: Kobiety, które dostarczają środków wywołujących poronienie, są zabójczyniami, podobnie jak te, które trucicielskie środki przyjmują i zabijają płód. Św. Bazyli nakazywał za ten grzech dziesięcioletnią pokutę.

Wejście do Kościoła barbarzyńców, których życie moralne pozostawiało wiele do życzenia zmusiło do zmniejszenia surowości kar, tak aby w ogóle podejmowali oni pokutę. Zachowano jednak pełny wymiar wiary dla wywołujących aborcję, szczególnie, że często wchodziły przy tym w grę podejrzenia o czary. Tak na przykład postanowiono na synodzie w Lerida (546): O tych, którzy dokonują poronienia albo zabijają swoje dzieci. Ci, którzy dzieci poczęte w cudzołóstwie albo już urodzone usiłują zniszczyć albo zabijają jakimś napojem w łonie matek, takim cudzołożnikom obojga płci można udzielić wspólnoty [z Kościołem] dopiero po siedmiu latach i to tylko wtedy, gdy całe swe życie spędzili we łzach i umartwianiu się; nie wolno ich jednak dopuścić do służby przy ołtarzu, choć mogą uczestniczyć w chórze śpiewających Psalmy od chwili przyjęcia wspólnoty [z Kościołem]. Samym zaś trucicielom można udzielić wspólnoty [z Kościołem] jedynie przy śmierci, jeśli swoje występki opłakiwali przez całe swoje życie.

Wczesne penitencjały zupełnie inaczej podchodzą do sprawy. Nie dziwi to, biorąc pod uwagę, że pozostają one w tym samym nurcie koniecznego poluzowania dyscypliny, jak synody od VI w. Idą one jednak znacznie dalej niż oficjalne orzeczenia prawne. Za poddanie się aborcji najczęściej stosuje się karę długiego okresu postu. Na przykład penitencjał św. Kolumbana podaje: Jeśli ktoś zabije kogokolwiek przez czary, niech pokutuje trzy lata o chlebie i wodzie wedle przepisu, a trzy dalsze niech powstrzyma się od wina i mięsa i dopiero wtedy, w siódmym roku, niech zostanie przyjęty do wspólnoty [Kościoła]. Jeśli natomiast ktoś jest czarownikiem z upodobania i nikogo nie zabił, niech, jeśli jest duchownym, pokutuje cały rok o chlebie i wodzie, jeśli jest świeckim – pół roku, natomiast diakon dwa a kapłan trzy lata, szczególnie jeśli przez to ktokolwiek zabiłby płód kobiety, wtedy niech każdy dołączy sześć Wielkich Postów, by nie być winnym zabójstwa człowieka. Wśród barbarzyńców popularne były czary, które prowadziły do spędzania płodów. Używali ich, co wyjątkowo gorszące, nawet kapłani. Wydaje się, że problem był na tyle rozległy, że kary za ich stosowanie musiały być relatywnie niskie na tle poprzednich orzeczeń Kościoła, w innym wypadku sparaliżowałyby życie wspólnoty. Nie ma jednak wątpliwości, że aborcji nadal nadawano rangę zabójstwa. Beda Czcigodny w swoim penitencjale podkreślał różnicę między aborcją, której powodem było ubóstwo, a tą spowodowaną chęcią ukrycia cudzołóstwa.

Osobnym problemem jest to, że w penitencjałach nadal występuje problem z interpretacją procesu kształtowania się człowieka, zaproponowaną przez Arystotelesa, jak podaje penitencjał Teodora z VIII w.: Kobiety, jeśli dokonają aborcji nim [płód] będzie miał duszę, przez jeden rok, lub przez trzy wielkie posty, lub przez czterdzieści wedle jakości winy; jeśli zaś po tym [czasie], to jest po czterdziestu dniach od przyjęcia nasienia, niech pokutują tak, jak morderczynie (homicidae), to jest przez trzy lata, w czwartym i szóstym dniu świątecznym, w trzy Wielkie Posty. To jest uważane za dziesięć lat wedle kanonów. Teodor używał rozróżnienia na płód ukształtowany i nieukształtowany, które ma warunkować rodzaj kary. Widać wyraźnie, jak wielką estymą cieszyły się, nawet u schyłku literatury patrystycznej, poglądy Arystotelesa i Septuaginta.  Ostatecznie Kościół zmagał się z taką interpretacją Wj 21, 22n przez wiele stuleci (błąd ten powtórzył np. św. Tomasz z Akwinu), zostanie ona dopiero trwale odrzucona w XIX w.

 

Podsumowując, zagadnienie obrony życia, zwłaszcza skojarzone z tematem aborcji, często występowało w myśli Ojców. Nie ma również wątpliwości, że ich wnikliwe opinie mogą pomóc w lepszym argumentowaniu za życiem. Wydaje się, że dzisiejszemu światu potrzeba prostoty i dosadności języka chrześcijan pierwszych wieków, połączonych z ich teologiczną głębią. Ojcowie nie osądzali człowieka, ale z całą ostrością potępiali grzech, nie owijając w bawełnę. Jeżeli ktoś dzisiaj twierdzi, że obrońcy życia zachowują się zbyt ordynarnie zachęcam do zapoznania się z Apokalipsą św. Piotra lub Apokalipsą św. Pawła, na pewno pomoże. Jeżeli ktoś uważa, że argumenty w dyskusji dawno się już zgrały polecam św. Jana Chryzostoma. W końcu jeżeli ktoś twierdzi, że Kościół jest w tej kwestii zbyt surowy, odsyłam do pierwszych penitencjałów. Czy dzisiejszy świat przyjąłby naukę Ojców? Czy przejąłby się ich argumentacją? Czy przynajmniej zatrzymałby się przez chwilę nad ich słowami? Nie wiadomo. Ale jedno jest pewne; w skarbcu Kościoła znajdują się odpowiedzi na wszystkie pytania. Nawet jeżeli ktoś na wątpliwości XXI w. znalazł remedium 1500 lat wcześniej.

 

Artykuł powstał w oparciu o zbiór tekstów przygotowanych przez ks. prof. Marka Starowieyskiego pt. Aborcja i życie nienarodzonych w starożytności chrześcijańskiej, który polecam wszystkim bardziej zainteresowanych tematem.