W trzecią niedzielę wielkanocną Kościół katolicki rozpoczął Tydzień Biblijny. Ewangelia, wprowadzająca w ten czas, opisuje uczniów idących do Emaus, zdążających tam po pełnych bólu wydarzeniach, z którymi zmierzyli się w święta paschalne (Łk 24, 13nn). W drodze przyłącza się do nich Jezus, a rozmawiając z nimi, dodaje im otuchy – tłumaczy, że wszystko stało się tak, jak powinno, według zapowiedzi proroków. Mesjasz musiał cierpieć. Bóg wypełnił swoje obietnice w posłannictwie Chrystusa. Serca pałają w nich, gdy Zmartwychwstały wyjaśnia im Pisma, a gdy w Emaus łamie z nimi chleb – rozpoznają w Nim Pana.

Ten fragment Ewangelii według świętego Łukasza wskazuje na dwa filary Kościoła – Słowo Boże i Eucharystię. To właśnie przy łamaniu chleba uczniowie rozpoznali Pana, a gdy On sam wyjaśniał im Pisma, mówiąc, co w nich odnosiło się do Niego, pałały w nich serca – pałały nową nadzieją, głębszym zrozumieniem, miłością i wiarą w to, że Bóg nie odrzucił swego dziedzictwa, ale pospieszył mu z pomocą. Proroctwa przytoczone przez Chrystusa dały im pociechę. Słowa Pisma, przytaczane przez Słowo, które stało się Ciałem, dawały im ukojenie i pokrzepienie. Powoli leczyły rany i ból, który narodził się w ich sercach podczas Męki i Śmierci Zbawiciela, i otwierały oczy na prawdę o Jego zmartwychwstaniu, chwale i zwycięstwie nad szatanem.

Przed swoim Wniebowstąpieniem Chrystus obiecał uczniom, że będzie z nimi aż do skończenia świata (por. Mt 28, 20). I tak stało się rzeczywiście – wypełnił wszystkie starotestamentalne obietnice, wypełnił również tą. Pozostał z nami w Najświętszym Sakramencie oraz w swoim Słowie. Na te dwa filary wskazywali bardzo mocno Ojcowie Kościoła, święci, na których autorytecie, mądrości i wierze wspiera się Lud Boży i w których nieustannie może odnajdywać wielkie bogactwa. Każdy z Ojców miał w sobie coś z uczniów idących do Emaus – w każdym z nich serce pałało, gdy zgłębiał Pisma przy pomocy Ducha Świętego, w nich znajdywał pocieszenie w słabościach i siłę w trudach życia. Ojcowie Słowem Bożym żyli, Słowem Bożym się karmili, wreszcie – Słowem Bożym karmili tych, którzy im zostali powierzeni. Świętemu Hieronimowi, znanemu nam przede wszystkim z dokonanego przekładu Starego Testamentu z języka hebrajskiego na język łaciński, przypisuje się słowa: nieznajomość Pisma Świętego jest nieznajomością Chrystusa. On sam doświadczył tego najlepiej na własnym przykładzie. W listach, które wysyłał z różnych powodów do osób mu bliskich, łatwo można wyczuć niesamowitą jego więź ze Słowem Bożym, które z całą pewnością niejednokrotnie ratowało go od trudnych doświadczeń. W swoich listach nie tylko komentował on trudne i mniej zrozumiałe fragmenty Biblii, ale niejednokrotnie wręcz żonglował cytatami, zadziwiając adresatów swoim czułym przywiązaniem do Chrystusa, żyjącego w swym Słowie i niesamowitą biegłością w poruszaniu się po przestrzeniach obydwu Testamentów.

Podobnie serce musiało pałać w innym świętym, żyjącym równolegle z Hieronimem – w Janie Chryzostomie, najpierw diakonie, dalej kapłanie Kościoła Antiocheńskiego, a wreszcie biskupie Konstantynopola. Przed swymi święceniami pewien czas życia spędził, żyjąc we wspólnocie mniszej, a później w jaskini jako pustelnik. Miał wówczas okazję zgłębiać Słowo Boże i ściśle się z nim zjednoczyć. Jak ścisła była owa więź, najlepiej możemy zobaczyć w jego dalszym życiu, którego celem było rozpalanie w każdym człowieku miłości do Pisma Świętego. Znał je nadzwyczaj dobrze. Jego kazania przyciągały tłumy, coraz większe z upływem lat i wzrastaniem jego doświadczenia kaznodziejskiego. Mówił językiem prostym i zrozumiałym, często zwracał się bezpośrednio do słuchacza. W tonie był łagodny, lecz kiedy trzeba było – bezkompromisowy. I zawsze skupiał się na jednym – wszystko, cokolwiek tłumaczył swoim wiernym, głęboko ukorzeniał w Słowie Bożym. Ono było jego źródłem i pokarmem, z niego pochodziły liczne inspiracje i głębokie refleksje. Nie jest przypadkiem, że docierał wprost do serc swych wiernych, skoro posługiwał się mieczem obosiecznym, zdolnym osądzić pragnienia i myśli serca. Kazania jego najczęściej były komentarzem kolejnych fragmentów Biblii. Pragnął, by lud, który powierzył mu Najwyższy Pasterz, sam mógł pić obficie z tego źródła, które Chryzostomowi dawało życie, nadzieję, wiarę i prawdziwy pokój – źródła Słowa. Dlatego z taką gorliwością i zapałem poruszał się zarówno po Starym, jak i Nowym Testamencie, dlatego zachęcał wiernych wprost, by korzystali z tego bogactwa, jakie dzięki Bożej łasce sam mógł odkryć.

Dlaczego Słowo jako szczepionka? Żyjemy w czasie trudnym. Odbiegliśmy od naszej normalności, musieliśmy wszyscy się zatrzymać, zwolnić i wiele rzeczy odłożyć na później. Nie walczymy tylko z chorobą ciała – dotyka nas również choroba ducha. Dojmująca samotność rozprzestrzeniła się wśród nas, może nawet szybciej niż wirus. Wielu z nas ona dotyka, niejednokrotnie odbiera siły, wewnętrzny zapał, podkopuje nadzieję. Gdzie znajdziemy lek? Czy nie tam, gdzie znaleźli go Jan Chryzostom i Hieronim? Obydwaj przeżyli pewien czas w samotności, poście i braku wygód. I wykorzystali go twórczo, wlewając w swoje serca pociechę, jaką niosą Pisma. Choć siedzieli na zimnej, twardej skale i o pustym żołądku, serca pałały w nich, gdy sam Chrystus wstępował do pustelni, tłumacząc proroctwa, które odnosiły się do Niego. To Słowo rozpalało ich serca. To Słowo dodawało otuchy. To Słowo podtrzymywało nadzieję. Czemu więc sami nie mamy skorzystać z bogactwa, które Bóg nam pozostawił? Bogactwa, w którym sam został pośród nas?

Wiele razy w życiu doświadczyłem, jak Pismo może podnieść człowieka, wydźwignąć go z wszechogarniającego marazmu i dodać sił. Wytrwała i codzienna lektura Słowa, chociaż sam nie potrafię powiedzieć, w jaki sposób, przemienia naszą codzienność. Przemienia ją, przenika ją, otwiera oczy na to, byśmy potrafili ujrzeć Zmartwychwstałego – Który jest z nami aż do skończenia świata, nie opuszcza nas i wspiera. Otwórzmy się na to Słowo, które jest lekarstwem duszy. Słowa świętego biskupa Jana niech skłonią nas do sięgnięcia po ten wielki skarb: „Nie oczekuj innego nauczyciela! Masz wypowiedzi Boga. Nikt, tak jak one, nie potrafi cię pouczyć. (…) Posłuchajcie mnie, proszę was, wszyscy żyjący w świecie i sprawcie sobie Pismo Święte jako lekarstwo dla swej duszy! (…) Gdy cię nawiedzi cierpienie, zaglądnij do tej bogato zaopatrzonej apteki! Tu zaczerpnij pociechy w nieszczęściu, czy to w doczesnej szkodzie, czy w obliczu śmierci, czy w utracie swych bliskich. Lepiej mówiąc, nie rozglądaj się po nim, ale przebadaj wszystko i zatrzymaj w pamięci! Nieznajomość Pisma Świętego pociąga za sobą wszelkie zło”[1].

kl. Kacper Biłyk


[1]    Św. Jan Chryzostom, Homilie i kazania wybrane, tłum. ks. W. Kania, Warszawa 1971, s. 21.

Komentarze są wyłączone, ale trackbacki i pingbacki są włączone.