Przywykliśmy już chyba do tego, że wiele razy, czytana w kościele Ewangelia zaczyna się od słów: „w owym czasie”. Cóż to za czas? Dzisiejszy fragment z Ewangelii wg św. Mateusza znajdujemy po serii uzdrowień, m.in. sługi setnika, który nie uważał się za godnego przyjęcia Jezusa do swojego domu, paralityka, którego Jezus uzdrowił widząc wiarę tych, którzy go przynieśli, kobiety cierpiącej na krwotok, pragnącej choć dotknąć płaszcza Jezusa, dwóch niewidomych, którzy dzięki swej wierze odzyskali wzrok. Z drugiej strony, wobec Jezusa pojawiają się zarzuty: że jada z celnikami i grzesznikami, że Jego uczniowie nie poszczą, że wyrzuca złe duchy mocą ich przywódcy; jest odrzucony przez miasta: Korozain, Betsaidę i Kafarnaum, w których dokonało się najwięcej Jego cudów.

Jezus rzeczywiście widzi, że Jego naukę przyjmują ludzie mający żywą, prostą wiarę, odrzucają ją natomiast uważani za mądrych i roztropnych – faryzeusze i uczeni w Piśmie. Odpowiedzią Jezusa jest wysławianie Ojca. To jeden z nielicznych fragmentów, kiedy Jezus modli się na głos – zazwyczaj czytamy, że wycofywał się z tłumów, aby spotkać się z Ojcem sam na sam w ciszy. Jezus uczy nas, że aby Słowo mogło owocować, potrzeba ciszy i pokory, której możemy się uczyć od Niego. Proste, szczere serce, staje przed Bogiem w prawdzie. Jezus wzywa wszystkich utrudzonych i obciążonych problemami, których chce pokrzepić. Dokona się to jednak tylko jeśli wykonamy dwa kroki: uznamy swoją słabość i niewystarczalność, a następnie przyjdziemy z nią do Jezusa. Św. Jan w pierwszym czytaniu pisze, że jeśli z naszymi grzechami przychodzimy do Boga, On je odpuści, ponieważ Jezus oddał za nie swoje życie.

Czasami chcielibyśmy ukryć przed Panem Bogiem nasze słabości, chowamy się przed Nim, wstydzimy się księdza, boimy się spowiedzi, bo jak tu przyjść do kościoła, do konfesjonału, do Komunii, jak ja noszę w sobie takie rzeczy…Tymczasem dzisiejsze czytania mówią, że to Bóg i tylko Bóg jest Tym, który może odpuścić wszystkie nasze winy, uleczyć nasze choroby, uratować nasze życie. „Nie bój się Mnie, bo Ja jestem miłosierny, łaskawy, nieskory do gniewu i cierpliwy, bo Ja jestem twoim Ojcem, który mówi: przyjdź z tym, co w sobie nosisz”! Trzeba nam uczyć się postawy stawania w prawdzie od patronki dzisiejszego dnia, św. Katarzyny ze Sieny, która nie bała się mówić wprost o błędach trapiących Kościół w jej czasach.

3 pytania do przemyślenia:

1. Jak reaguję na wydarzenia i opinie, z którymi się spotykam? Czy moją odpowiedzią na radości i smutki, które mnie spotykają, jest zwrócenie się w modlitwie do Ojca?

2. Czy potrafię stanąć w prawdzie o sobie, dostrzegając swoje dobre i złe strony?

3. Czy przychodzę do Jezusa z tym, co dziś się we mnie dzieje?

W owym czasie Jezus przemówił tymi słowami: «Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom. Tak, Ojcze, gdyż takie było Twoje upodobanie. Wszystko przekazał Mi Ojciec mój. Nikt też nie zna Syna, tylko Ojciec, ani Ojca nikt nie zna, tylko Syn, i ten, komu Syn zechce objawić. Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie».

Mt 11,25-30

kl. Piotr Gwiżdż

Komentarze są wyłączone, ale trackbacki i pingbacki są włączone.