W podaniu o przyjęcie do seminarium napisałem, pewnie jak wielu moich kolegów: „Prośbę swą motywuję głębokim pragnieniem służenia Bogu i ludziom”. Później było wiele rozmów, począwszy od pierwszych z księżmi, na których usłyszałem, że kandydat do seminarium powinien odznaczać się zdrowiem, mądrością i świętością, poprzez rozmowy z przełożonymi seminarium, aż po psychologów. Czasami słyszy się, że ktoś „nadawałby się na księdza”, innym razem, że ktoś na tego księdza „nie pasuje”. Na stronie seminarium z łatwością można zresztą znaleźć cechy, jakimi powinien wyróżniać się przyszły kapłan. Wielokrotnie słyszałem też księdza, który wspominał jak przed wstąpieniem do seminarium wypisał wszystkie „za” i „przeciw”, co pomogło mu podjąć ostateczną decyzję. Oczywiście wszystko to jest ważne. Czytając dzisiejszą Ewangelię przypomina mi się jednak historia, w której pewien kapłan wspominał rozmowę ze swoim biskupem przed przyjęciem święceń. Biskup zapytał na wejście: „Kochasz?”. Zdziwiony odpowiedział: „Kogo?”. „Pana Jezusa. Kochasz?”. Zdenerwowany odrzekł: „kocham”. „No to cię wyświęcę!” – odpowiedział biskup.

Jezus zadaje Piotrowi tylko jedno pytanie, za to trzykrotnie: „Czy kochasz Mnie?”. Pytanie to kieruje do ucznia, który znajdował się w największej bliskości Pana, który przez trzy lata słuchał Jego słów, który widział Jego cuda i zarzekał się, że odda za Niego życie – a w kluczowym momencie trzy razy się Go wyparł. Mimo to Jezus wierzy w Piotra i chce mu powierzyć rodzący się Kościół. Najpierw musi mu jednak zadać trzy pytania. Po pierwsze: czy kochasz Mnie? Po drugie: czy kochasz Mnie? I wreszcie po trzecie: czy kochasz Mnie? Jezusowi naprawdę wystarczy odpowiedź: Kocham, kocham, kocham. Człowiek, który kocha, zdolny jest do wszystkiego. Tak naprawdę tylko miłość się liczy – bo Bóg jest Miłością.

Św. Augustyn pisał: „Kochaj i rób co chcesz”. Niebezpieczeństwo tego zdania może widzieć tylko ktoś, kto źle rozumie pojęcie miłości i wiążącej się z nią wolności. Jeśli prawdziwie kochasz, nie poranisz siebie ani innych. Miłość to nie uczucia, to nie emocje i motyle w brzuchu – miłość to wybór, przez który dążę do czyjegoś dobra. Zbyt często mylimy miłość z zakochaniem. Dobrze wyraża to język polski – jest różnica pomiędzy „zakochałem się”, a „kocham cię”. Prawdziwa miłość zapomina o sobie, a jej szczytem jest, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich… Nic nas nie może odłączyć od miłości Chrystusowej. Pytanie tylko – czy na nią odpowiesz?

1. Jaka jest Twoja relacja z innymi? Czy możesz powiedzieć, że są osoby które naprawdę kochasz? Co to dla Ciebie oznacza?

2. Czy możesz to samo powiedzieć o Bogu? Czy jest On dla Ciebie Osobą, którą można pokochać, czy jedynie pojęciem, za którym nic się nie kryje?

3. Kiedy ostatni raz powiedziałeś komuś, że go kochasz? Czy kiedykolwiek powiedziałeś to Jezusowi? W jaki sposób okazujesz swoją miłość wobec Boga i ludzi?

Gdy Jezus ukazał się swoim uczniom i spożył z nimi śniadanie, rzekł do Szymona Piotra: „Szymonie, synu Jana, czy miłujesz Mnie więcej aniżeli ci?”

Odpowiedział Mu: „Tak, Panie, Ty wiesz, że Cię kocham”.

Rzekł do niego: „Paś baranki moje”.

I powtórnie powiedział do niego: „Szymonie, synu Jana, czy miłujesz Mnie?”

Odparł Mu: „Tak, Panie, Ty wiesz, że Cię kocham”.

Rzekł do niego: „Paś owce moje”.

Powiedział mu po raz trzeci: „Szymonie, synu Jana, czy kochasz Mnie?”

Zasmucił się Piotr, że mu po raz trzeci powiedział: „Czy kochasz Mnie?” I rzekł do Niego: „Panie, Ty wszystko wiesz, Ty wiesz, że Cię kocham”.

Rzekł do niego Jezus: „Paś owce moje.

Zaprawdę, zaprawdę powiadam ci: Gdy byłeś młodszy, opasywałeś się sam i chodziłeś, gdzie chciałeś. Ale gdy się zestarzejesz, wyciągniesz ręce swoje, a inny cię opasze i poprowadzi, dokąd nie chcesz”.

To powiedział, aby zaznaczyć, jaką śmiercią uwielbi Boga. A wypowiedziawszy to rzekł do niego: „Pójdź za Mną!”

(J 21, 15-19)

kl. Piotr Gwiżdż

Komentarze są wyłączone, ale trackbacki i pingbacki są włączone.