Wakacje, to nade wszystko okres, który kojarzy się nam z beztroską. Czas wolny od wykładów i codziennych zmagań naukowych jest okazją do lenistwa, które może mieć dwa oblicza. Możemy je traktować jako całkowite odcięcie się od pracy i obowiązków, albo poczuć, że jest to możliwość dalszych poszukiwań, choć w innym wymiarze. I w tym miejscu moglibyśmy rozwinąć naszą myśl w wielu kierunkach, w zależności od potrzeb. Zatrzymajmy się jednak tylko nad jednym pytaniem: jak wakacyjną beztroskę połączyć z troską o własne powołanie?

Najważniejszym jej wymiarem powinna być najpierw świadomość tego kim jestem. Przebywanie poza seminarium, pobyt w domu rodzinnym czy też wakacyjne podróże nie zwalniają z poczucia odpowiedzialności za dar powołania. Kleryk nie jest powołany do kapłaństwa tylko na czas studiów. Wakacje stają się najlepszą okazją do weryfikacji własnej drogi życia. Czas wolny, którym zarządzam powinien pobudzać mnie często do szukania odpowiedzi na pytanie: czy rzeczywiście, poprzez mój sposób bycia, chcę zostać księdzem?

Nie ma troski o podtrzymywanie powołania bez poświęconego czasu na modlitwę. Jest ona znakiem wierności Bogu, który powołuje. Modlitwa to poczucie, iż nie jest sam. Będąc blisko Boga, zwłaszcza podczas adoracji Najświętszego Sakramentu, rozeznaję, czy wybrana droga jest właśnie tą najlepszą, jaką powinienem pójść. Modlitwa kształtuje nasze sumienie. To najlepsza okazja, aby w ciszy stanąć w prawdzie o sobie. Czas spędzony na rozmowie z Bogiem może uwrażliwić nas na dobro i zło. Dlatego tak ważnym jest zwrócenie uwagi na regularność przystępowania do sakramentu pojednania. Modlitwa prowadzi do spowiedzi, która jest łaską. Pomaga przecież podnosić się z upadków i daje nadzieję, że dobry Bóg nie opuści tych, którzy chcą być wierni swojemu powołaniu.

Kleryk, który ma czyste serce może karmić się Ciałem Zbawiciela. Bliskość Jezusa pobudza go jeszcze bardziej do miłości, a Komunia święta uszlachetnia jego relacje z Panem. Ta więź wzmacnia poczucie obecności Boga w sercu tych, którzy pragną wędrować za Chrystusem. Jeżeli kleryk na etapie formacji potrafi właśnie w ten sposób przeżywać Mszę świętą, to jest nadzieja, że w kapłaństwie nigdy nie zdradzi Jezusa. Komunia święta stanie się dla niego na zawsze pokarmem dzięki któremu będzie miał wystarczająco dużo sił, aby nie uciec z wybranej drogi życia.

Jest jeszcze jeden, bardzo istotny element podtrzymujący powołanie kapłańskie. Mam na myśli czytanie i rozważanie Słowa Bożego. W lekturze tej możemy doświadczyć działania Ducha Świętego, który umacnia nas, abyśmy potrafili zrozumieć, iż świadek Chrystusa to ten, kto naśladuje swojego Mistrza. Jeżeli ktoś żyje tym, co czyta, to można mieć pewność, iż w przyszłości powołanie kapłańskie stanie się dla niego autentycznym środkiem ewangelizacji. Św. Jan Paweł II w książce „Dar i tajemnica” napisał, że „prawdziwy szafarz Bożych tajemnic, wezwany jest, by być człowiekiem słowa Bożego, ofiarnym i niestrudzonym głosicielem Ewangelii”. W tej samej książce pisze jeszcze: „Zadanie to jest trudne, gdyż człowiek współczesny oczekuje od kapłana nie tyle Słowa głoszonego, ile poświadczonego życiem”.

Świadomość tego kim jestem, modlitwa, regularna spowiedź, codzienna Msza św. oraz lektura Słowa Bożego, to według mnie najważniejsze elementy podtrzymujące powołanie kapłańskie. Jeżeli będę im wierny podczas formacji seminaryjnej, to mogę być pewien, że wpiszą się one na stałe w życiu kapłańskim.

Ks. Adam Garlacz

Ojciec duchowny

Komentarze są wyłączone, ale trackbacki i pingbacki są włączone.